boots and brace make the grace

Łojjjojojjjjojojojjjjoojjjj. Zdziwienie ogarnia mnie niemalże na każdym kroku.
Once upon a time, far far away…gdy Stach przesiadł się w szynę po nieudanej tenotomii, ta szyna była…
no właśnie: czym była?

A może trzeba najpierw zacząć od tego, czym jest?
Szyna derotacyjna lub szyna odwodząca to w baaaaaardzo dużym skrócie: dwa buciki i poprzeczka je łącząca. Nie będę zagłębiać się teraz w szczegóły nad jej budową. O tym, mam nadzieję, będzie niebawem na stronie clubfoot.
Jej zadanie to przede wszystkim zabezpieczenie poprawnej korekcji stopy, jej utrzymanie. To jest element konieczny w leczeniu wrodzonej stopy końsko-szpotawej metodą Ponsetiego. Niestety, większość ortopedów lubi sobie poeksperymentować i usilnie dąży do poprawiania Mistrza: często z niewiedzy, kosztem małych pacjentów.

Szyna to jest ten element, który wiąże głowę bardziej rodzica niż dziecka. I to czasem bardzo skutecznie. Do tego stopnia, że usiłują w dzieciach własnych doszukiwać się odrzucenia tego sprzętu, podczas gdy realnie i obiektywnie dzieci sobie z nim świetnie radzą.
Szyna jest KLUCZOWYM elementem leczenia. I etap leczniczy z nią związany spada na rodziców.
Niestety, bardzo często lekarze nie zwracają uwagi na „ważność” szyny, traktując ją po macoszemu i nie nakreślając rodzicom jasno: PO CO ona jest, do czego służy i jak jej zastosowanie jest ważne. Stąd wynika wiele problemów.

Jak jest u nas?
Wracając po wizycie było we mnie dużo strachu, że „znów będzie tak samo” jak kiedyś, ale z drugiej strony było we mnie więcej nadziei i zaufania, że „będzie zupełnie inaczej”.
No i realnie jest inaczej.
Szyna nie przeszkadza Stasiowi w niczym. Dosłownie. On w niej porusza się 23 godziny na dobę. W niej śpi, w niej myje ząbki i je śniadanie, w niej się bawi, wstaje i turla się. W niej skacze i kołysze się. Ona nie jest dla niego ŻADNYM problemem.
Dlaczego? Dlatego, że…
1. stopa Stasia jest poprawnie skorygowana a tenotomia przyniosła poprawne zgięcie grzbietowe;
2. buty są odpowiednio dobrane: na stopie zdrowej Stach śmiga w „4”, w stopie z wadą w „3”: dobrze dopasowane buty to komfort;
3. buty są poprawnie zapinane i dobrze trzymają stopę: nie ma otarć;
4. szyna jest odpowiednio dobrana: jest lekka i ma odpowiednią szerokość (szerokość szyny to szerokość ramion dziecka: w skrócie mówiąc) – wpływa to na komfort całego aparatu ruchu. Szyna za szeroka lub za wąska równa się problemy.
5. moja rodzicielska głowa i SERCE musiało wykonać niebotyczną pracę, by tę szynę w sobie oswoić. Teraz jest ona dla mnie czymś normalnym, nie straszy mnie i nie jest uciążliwością. ODCZAROWAŁAM w sobie wadę. To była konkretna praca.

Kiedyś szyna wiązała mi głowę i moje dziecko to idealnie odczuwało. Dzieci są jak sejsmograf: to co czujemy my rodzice, to samo czują one, ale nie potrafią tego zrozumieć.
Mam pewność, że zaakceptowanie szyny przez Stasia wiąże się z moim i naszym podejściem do leczenia wady. Dużym wsparciem w drodze do jej rozumienia, oswajania i zaakceptowania były wyjazdy do Wiednia, Dr Radler i jego team, zdobywana wiedza i tworzenie strony i projektu Clubfoot Polska.

Następną wizytę mamy 14.11.  Już jestem ciekawa co powie Doktor.
A tymczasem… Staś właśnie wdrapuje się na skrzynię z zabawkami. Z szyną.