o nas

Stopa końsko-szpotawa – tym przywitał mnie Staś, kiedy się urodził.
O dziwo, nie było we mnie strachu, a wręcz przeciwnie – ciekawość i chęć poznania tej wady. Ciekawość to przypadłość po mojej mamie – ona nauczyła mnie, by poznać „wroga” przed walką, bo może się ona okazać niepotrzebna. Po co więc tracić siły na walkę, gdy można zbudować most porozumienia.

 

„Przecież musi dziać się coś, co sprawia, że ta stopa właśnie taką się staje. Co dzieje się wewnątrz niej, że wygląda jak kij do golfa? Jak to się leczy?”

Te i wiele innych pytań sunęło w mojej głowie jak po autostradzie. Przykre zderzenie z chaosem informacyjnym skutecznie spowodowało korek, którego rozładowanie trwało wiele miesięcy. Trzeba było zawrócić i pojechać inną drogą. Nie na skróty. I nie szybko.

Blog to zapis mojego wędrowania. I swego rodzaju pamiętnik.
Kiedyś towarzyszył mi „po cichu”, słuchając mojej niepewności i zagubienia.
Był świadkiem wątpliwości i poszukiwania dobrych rozwiązań dla Stasia stopy.
Chłonął jak gąbka pytania, na które nie było odpowiedzi.
Stał ramię w ramię, gdy przychodziły trudne momenty.
Droga od frustracji do świadomości i odwagi była długa i trudna, ale wiem, że gdybym nie przeszła tej drogi, nie zrodziłoby się wiele wartościowych rzeczy.
Nadal idę. Nie zatrzymałam się.

Będzie więc o stopie końsko-szpotawej i o polskich realiach leczenia jej leczenia oraz o wyjeździe, by znaleźć dorogę… lepszą. Będzie o wiedzy, której nie ma i która „się robi”. I o postępach. O misji też będzie. O trudnościach i zmianach, które otwierają nowe drzwi.

Cóż…nie będzie o mnie, a przynajmniej bezpośrednio. Będzie o Stasiu, który jest w tym wszystkim rewolucjonistą.
Jego stopa końsko-szpotawa stała się początkiem wielu zmian dla wielu dzieci właśnie z tą wadą.
Jest błogosławieństwem.

 

Pozdrawiam i zapraszam

mama Stasia