siedem piętnaście

Odkąd ruszyła strona Clubfoot Polska to nie wiem gdzie mam włożyć ręce. Najchętniej to bym je włożyła w kieszenie gdzieś odpoczywając nad ciepłym morzem.
Odzew po uruchomieniu strony jest duży. Przerósł moje myślenie.
I dobrze.
Jest pustynia. Potrzebny deszcz, a nie fatamorgana.

Stanisław bryka z szyną na nogach: dosłownie i w przenośni.
W tym momencie jesteśmy na etapie: nosi ją 18-20/24 godziny.
To jest część jego i mam wrażenie że lubią się z „Miśkiem” (szyna Mitchella pieszczotliwie zwana „Misiek”). I Misiek jest jak przyjaciel, a nawet nie „jak”. Misiek jest przyjacielem.
Gdy zakładam Staśkowi buty to mu mówię, że „zakładam ci takie magiczne buty. One mają wielką moc: leczą stopę. I stopka będzie zdrowa. Takie to są magiczne buty.”
I on jakoś to na swój malutki rozumek pojmuje.
A gdy do butów dopinam szynę to mówię: „a teraz będzie cllllicccckkk”. I jest ‚click’.
Nie ma buntu. Na razie.

Staś śpi w szynie bardzo dobrze. Budzi się standardowo: „cycy” bo on jest mlekoman mamy.
I śpi dalej. Czasem w takich pozycjach, że ja bym się nie zwinęła tak.

Okazuje się, że szyną Mitchella można nawet… remontować. Stanisław pomógł nieco w odkręceniu listwy przypodłogowej…mianowicie: jak raczkował, to tak zamiatał nogami na prawo i lewo, że walnął szyną w listwę i…odleciała od ściany. A przykręcona była na kołek rozporowy 😀
No kto jest taki zdolny? Wiadomo!
Pomijam fakt, że chyba na całym świecie tylko nasze dziecko jest tak wybitne, że potrafi buty Mitchella popsuć… to są już drugie buty, które popsuł. Pierwsze są tu: I co teraz?

15 tygodni szyny.
Dziś podsumowanie: tygodnie 7-15.

 Każdemu życzę takiego leczenia. I każdemu życzę otwartej głowy.
Wizytę mamy u naszego Doktora. Za trzy dni 🙂
Lubię podróże do Wiednia…