SpeisingTante

No i zabrała Stasia i poszła sobie… A my daliśmy go zabrać. Bo każda pielęgniarka staje się ciocią.

taka…stopa

Różnica w stopie jest…widoczna gołym okiem. Stopę spokojnie da się odciągnąć na zewnątrz. Jest miękka. Myślę, że za tydzień będzie można nią kręcić dookoła 🙂 Pojawiło się też charakterystyczne wgłębienie przy zewnętrznej kostce (jak w zdrowej stopie). Niesamowite!

droga

Znowóż w drodze Wiednia. Niedługo drogę tę będziemy znać na pamięć, a jak nas w obudzą w nocy to na wyrywki będziemy recytować wszystkie mijane miejscowości po drodze.

skąd pomysł konsultacji u Dr.Radlera?

O Dr. Radlerze pierwszy raz czytałam na stronie ponseti.info. jednak jakoś nie przykładałam się do informacji tam zawartych, uderzyło mnie wtedy coś zupełnie innego: nie ma wśród „akredytowanych” żadnego Polaka. Nawet „poznańskiego cudu”. Pierwszy raz jednak na poważnie pomyślałam o innej drodze po rozmowie z I. (świadomie nie podaję imienia). Było […]

Oooo jaaa!!!

„O jaaaaaaaa!!!!” chciałoby się krzyczeć. Jaki efekt? I to po jednym gipsie… A co będzie dalej? Zapowiada się zatem bardzo…ekscytująco.

wiedeński gips nr.1

Pierwszy gips na nodze Stasia. Znów to coś „innego” dla niego. I ciekawego. Zakładanie gipsu to wyczyn. Już wszyscy o tym wiemy… Następnym razem trzeba ogarnąć wszelkie bajki i wgrać je w telefon… Gips zakłada Dr.Radler ale pomagają mu 2-3 dodatkowe osoby…

„very pretty foot.Clubfoot.”

Konsultację u Dr.Radlera mieliśmy wyznaczoną na 15:30 w Döbling-„dzielnicy” Wiednia. Co robić do tego czasu? Zwiedzać! Komu w drogę, temu…

jasność nad jasnościami i wszystko jasność

A zatem mamy jasność!!! Jedziemy do Wiednia na konsultację do Dr.Radlera. Niestety, po wstępnym mailu i całej naszej historii okazało się, że warto się „pokazać”. Juuuhuuuu!!! Jest nadzieja i jest siła. Staśku nasz, teraz już musi być lepiej… (zdjęcie w nagłówku od Wujek Google)

na własną rękę

Dziś odwiedziliśmy Florków. Z potrzeby. I ciekawości jak Tadzika stopki. I by wypytać Kasię o wszystko i by nagadała Panu Mężowi memu i „dobiła targu”. W międzyczasie, pisząc o szynach derotacyjnych, odkryłam, że Staśka szyna jest…dużo za duża. A co za tym idzie?

„nie ma konieczności”

Dziś mieliśmy wizytę kontrolną… Kontrolną? Raczej bym powiedziała, że „short”. Wszystko szybko i nerwowo i znów jesteśmy „źli” rodzice. Dziś już wiem i mam pewność…

szyna…tygodnie następne

Jutro wizyta. Ciekawe. Postęp w leczeniu? Jak dla mnie żaden. No chciałabym go zobaczyć, ale nie widzę. Za to jest męczarnia-ciąg dalszy. I noce pozarywane.

tele-rada

No tak, „Houston, mamy problem!”. Staś zaczął wstawać i ciężko go zatrzymać. Wstaje przy wszystkim: żyrafkowym stoliczku Marcelinki, przy kanapie, przy stole i przy łóżku, przy kolanie… Jest to pewnien problem i dylemat. Snowboard (czytaj: szynę) z nóg powinno mu się zdjąć, ale…

pierwsze 4 tygodnie

Mało mnie tu było. Wszystko przez zmęczenie. Przez niewyspanie i męczarnie wręcz. No piekło jakieś. Dziewczyny ostrzegały, że gips to był miód a szyna to jest…Armageddon. No i jest…

buciki

Dziś, po niemalże 4 tygodniach czekania, naszym oczom ukazała się…Stasia stopa po tenotomii. Wrażenia? Smutek. Poprawa bardzo niewielka. Prawie żadna. Złość.

krótkie cięcie

Wczoraj rano dotarliśmy do miejscowości Y strwożeni samym faktem dzisiejszych działań. Wszystko się we mnie telepało. Miałam autostradę pędzących myśli w głowie. Najpierw trzeba zdjąć gips, który został założony w ubiegłą środę, jako siódmy już gipsior. Do dzieła zatem.