bocian

Tenotomia „wyszła”. Uf i na szczęście. Teraz nic tylko miesiąc czekania na piorunujące efekty… A tymczasem w domu mamy… bociana.

mea culpa

Kiedy rodzi się dziecko, nieważne czy pierwsze, drugie, piąte czy siódme, nie myśli się o tym, że coś z nim może być „nie tak”. Oczywiście, wyjątkiem są dzieci, u których w okresie płodowym zdiagnozowano różne nieprawidłowości. U Stasia wszystko rozwijało się dobrze… Nawet przezierność karkowa była super extra (u Ignasia […]

zamknąć rozdział

Chyba przyszedł czas, by się…pożegnać. Ze wspomnieniami. Wyciągnąć wnioski.

na własną rękę

Dziś odwiedziliśmy Florków. Z potrzeby. I ciekawości jak Tadzika stopki. I by wypytać Kasię o wszystko i by nagadała Panu Mężowi memu i „dobiła targu”. W międzyczasie, pisząc o szynach derotacyjnych, odkryłam, że Staśka szyna jest…dużo za duża. A co za tym idzie?

szyna…tygodnie następne

Jutro wizyta. Ciekawe. Postęp w leczeniu? Jak dla mnie żaden. No chciałabym go zobaczyć, ale nie widzę. Za to jest męczarnia-ciąg dalszy. I noce pozarywane.

tele-rada

No tak, „Houston, mamy problem!”. Staś zaczął wstawać i ciężko go zatrzymać. Wstaje przy wszystkim: żyrafkowym stoliczku Marcelinki, przy kanapie, przy stole i przy łóżku, przy kolanie… Jest to pewnien problem i dylemat. Snowboard (czytaj: szynę) z nóg powinno mu się zdjąć, ale…

pierwsze 4 tygodnie

Mało mnie tu było. Wszystko przez zmęczenie. Przez niewyspanie i męczarnie wręcz. No piekło jakieś. Dziewczyny ostrzegały, że gips to był miód a szyna to jest…Armageddon. No i jest…

buciki

Dziś, po niemalże 4 tygodniach czekania, naszym oczom ukazała się…Stasia stopa po tenotomii. Wrażenia? Smutek. Poprawa bardzo niewielka. Prawie żadna. Złość.

umilacz

Co by nie powiedzieć: każda szyna stosowana do leczenia dzieci jest nadal szyną: aluminiową lub innożelazową poprzeczką przymocowaną do butów. I tyle. Trzeba ją oswoić. Wymyśliłam zatem, że ukryję ją pod marynarskim płaszczykiem. W ten oto sposób powstał…szynowy ochraniacz.