Barbara i stopy
Nie ma to jak sprawnie działający… mąż i jego zdolności szperacze. Wyszperał i zamówił książkę. Po polsku. No o czym? No jasne! O stopach.
Rozwiązanie?
Nieważne że podręcznik jest dla kursantów i trzeba mieć trochę pojęcia o terminach… …zdążyłam przeczytać już dość pokaźny wstęp! I to w ogóle zakrawa na „czarną magię” jakąś. Najważniejsze, że jest tam sporo informacji na temat stopy końsko-szpotawej. Książka jeszcze ciepła, parzy w ręce jak świeże bułeczki z jagodami od Trześniewskich. No fascynacja mnie ogarnęła.O czym mowa?
O książce Barbary Zukunft-Huber: „Trójpłaszczyznowa terapia manualna wad stóp u dzieci oparta na neurologicznych podstawach.” Brzmi co najmniej egzotycznie, nie? I trochę tak wygląda na pierwszy rzut okiem dla kogoś, kto o anatomii nie ma zielonego pojęcia, a o neurologi tym bardziej.
Niemniej jednak postanowiłam ją przeczytać. Bo zaciekawił mnie ten kierunek. W Polsce nieznany.
O samej terapii napiszę za czas jakiś, bo muszę to przeczytać i zrozumieć.




We środę, 16.03.2016, była zmiana gipsów. Nie udało mi się zrobić zdjęć. Wszystkiemu winien ten pośpiech, który nam towarzyszył.
Było jednak trochę czasu na rozmowę z mami, że w niektórych krajach dzieci nie wsadza się w gips (Francja, Norwegia) i że czasem dzieci z lekkim SKS się nie leczy, a wysyła na rehabilitację. Każda z nas zapewne zamieniłaby te gipsiory na coś innego.
Florka już wie, że za tydzień będzie zabieg Tadzika, bo stopa jest już podobno ok. Zobaczymy jak to będzie w praktyce?


