Obraz przedstawiający Św. Stanisława Kostkę z dzieciątkiem.
a poza leczeniem...,  leczenie/Wiedeń,  relacje

Bo nie może być inaczej?

Imię pierwszemu synowi – Ignacy – wybierałam ja. Imię drugiemu synowi wybierał mój mąż. Ale zrobił to dość… spektakularnie!

Jak zobaczę

Nasz starszy syn, zdrowostopowy Ignacy, imię zawdzięcza mnie. Bo ja się uparłam, że ma być Ignacy i koniec. Ma to swoją historię. Ale nie za bardzo chcę o niej pisać. Jednakże koniec tej historii jest dla mnie zwieńczeniem pewnej drogi i pokazuje mi, że… nie mogło być inaczej.

Jako, że wybierałam imię dla starszaka, wybór imienia młodego należał do mojego męża. Opcji było wiele: Tymoteusz, Julian, Jakub… ostatecznie mój mąż uznał: Jak zobaczę go to będę wiedział. Nie była to moja wymarzona sytuacja, bo chciałam znać imię wcześniej, by po prostu móc tego imienia używać w kontekście powiększającego się brzucha… W ostateczności pomyślałam: no dobrze, spróbujmy. Cierpliwości nigdy za wiele. I bardzo chciałam się nie denerwować.

Jak ja

Maluch przywitał nas w piątek o 09:50. Poród szybki i na temat, bo w 2h 63 cm i 4,5 kilogramowe niemowlę powitało nas (a my je) po tej stronie brzucha. Mój mąż popatrzył na tego chłopca, przyjrzał się mu i mówi: STANISŁAW. STASIO. Pomyślałam: „what? Stanisław? To już mamy dwóch przecież. Mój mąż jest pierwszy (wszakże to jego drugie imię, ale jednak…), a ten jest drugi.” Popatrzyłam pytająco na męża: ale czemu tak? A on ze stoickim spokojem odrzekł: Bo mu to imię po prostu pasuje. Staś. Zatem… witaj Stasiu.

Ale który?

Problem zaczął się po powrocie do domu. Bo babcia (czyli teściowa) zapytała: A kiedy on ma imieniny? Tak, jak ty? – patrząc na mojego męża. Patronem mojego męża jest bowiem Stanisław biskup. Po prostu urodził się w dzień jego wspomnienia i tyle. Dostał imię Paweł Stanisław i cześć! A tu mamy zdublowanego Stanisława… Będą imieniny obchodzić w ten sam dzień? Zostawiliśmy ten temat bez odpowiedzi, bo ważniejsze rzeczy były na głowie…

Duszno

Całe nasze „polskie” leczenie zleciało nam jak z bicza strzelił. Okazało się, że można je sobie wsadzić w… Podjęliśmy decyzję o wyjeździe do Wiednia. Mój mąż zajął się przygotowywaniem do podróży. Znalazł hotel za śmieszne pieniądze tuż w jednym z głównych traktów Wiednia (tego hotelu już nie ma). Dotarliśmy tam późnym popołudniem. Był koniec lipca 2016 roku. Po krótki spacerze Mariahilferstrasse udaliśmy się do pokoju, bo na drugi dzień zaplanowaną mieliśmy wizytę.

W pokoju było duszno i gorąco. Nie było klimatyzacji. Ratowało nas otwarte okno. Szybko wykąpałam Stasia, położyłam go spać. Chwilę jeszcze porozmawialiśmy o tym, jak dotrzeć na wizytę. I położyliśmy się zmęczeni w tym zaduchu bez powietrza. Miałam w głowie mnóstwo myśli: nie znam lekarza. Nie wiem czy tę stopę da się wyprostować czy jest za późno? A jak się nie uda? Wszystko to kotłowało mi się po głowie. W tym czasie mój mąż już przysypał zmęczony całodzienną podróżą z uciążliwym niemowlakiem. Też pewnie się stresował…

Obłęd?

Też już zaczęłam przysypiać, gdy nagle mój mąż zerwał się gwałtownie. Usiadł na łóżku przejęty. Przestraszyłam się. Popatrzył na Stasia, który smacznie drzemał, na mnie. Widzę w oczach jakiś obłęd… a on mówi:
– Monika, on będzie miał imieniny na Stanisława Kostki!
– Kiedy?
– Będzie obchodził imieniny na Stanisława Kostki!
– Yyyy, ale… czemu?
– Bo nie może być inaczej!

Popatrzyłam jak na szaleńca. Nadal obłęd w oczach. Więc ponowiłam pytanie:
– Ale dlaczego akurat Stanisław Kostka?
No bo on ma wadę w… KOSTCE! Przecież ta wada to jest w kostce! No a poza tym Kostka do Wiednia przyszedł na pieszo z Polski… Też tu był! Jak my!

Nie dało się ukryć, że faktycznie wada jest w kostce! Po pierwszym zdziwieniu na słowa mojego męża dotarło do mnie, że… ON MA RACJĘ! I absolutnie poczułam, że jesteśmy tu, gdzie mamy być. I że dokładnie tak ma być. Mój mąż poszedł spokojnie spać. Ja po chwili też. Z uśmiechem na twarzy, że nasz starszak ma na imię Ignacy. Jego patron pochodził z Hiszpanii i był dość specyficzną personą, która wpłynęła na postrzeganie życia duchowego – Ignacy Loyola. Bezkompromisowy i oddany. Jak Ignacy Ponseti. Też z Hiszpanii. Zatem mamy Kostkę obok nas z wadą clubfoot w kostce i Ignacego z Hiszpanii.
Kierunek był wiadomy i pewny.

Jednocześnie zostaliśmy w gronie Jezuitów: zarówno Loyola jak i Kosta należeli do tego samego Towarzystwa…

13 listopada

W Polsce wspomnienie Św. Stanisława Kostki przypada 18 września. Ze względu na to, że Kostka jest patronem dzieci i młodzieży. Jednakże w Kościele powszechnym jego wspomnienie jest 13 listopada, czyli w sam raz po urodzinach Stasia Clubfoota 🙂

Stanisławie Kostko Clubfootie – żyj pełnią życia! Odważnie, twórczo, radośnie. Otaczaj się życzliwymi ludźmi. Zdobywaj szczyty, osiągaj cele nawet jak trzeba będzie iść długo i na pieszo…


Zdjęcie w nagłówku: OBRAZ ŚW. STANISŁAWA KOSTKI

Rzetelność, precyzja, umiejętność łączenia faktów i konsekwencja są bardzo mocnymi stronami mamy Stasia. Może dlatego od wielu lat niestrudzenie przekazuje wiedzę o stopie końsko-szpotawej i metodzie Ponsetiego rodzicom, a przez rodziców – innym? Odpowiada za merytoryczne i graficzne treści strony Fundacji Ponsetiego oraz grupy dla rodziców na Facebooku. Jest pionierką we wprowadzaniu innowacyjnych rozwiązań ortopedycznych dla dzieci z wadami stóp.