Buty ortopedyczne ze szyną łączącą – element metody Ponsetiego w leczeniu wrodzonej wady stopy końsko-szpotawej, szyna Mitchella
leczenie/Wiedeń,  psychologia

Boots and brace make the grace

Gdy po nieudanej tenotomii, Stasiek zaczął stosować szynę, ta szyna była… no właśnie. Czym była?

Co to jest?

A może trzeba najpierw zacząć od tego, czym jest? Szyna derotacyjna lub szyna odwodząca to w dużym skrócie: dwa buciki i poprzeczka je łącząca. W swojej budowie ma spełniać konkretne parametry: możliwość ustawienia rotacji zewnętrznej, możliwość utrzymania stopy w zgięciu grzbietowym oraz możliwość ustawienia szerokości poprzeczki. Jej zadanie to przede wszystkim zabezpieczenie poprawnej korekcji stopy, jej utrzymanie. To jest element konieczny w leczeniu wrodzonej stopy końsko-szpotawej metodą Ponsetiego. Niestety, większość ortopedów lubi sobie poeksperymentować i usilnie dąży do poprawiania Mistrza: często z niewiedzy, kosztem małych pacjentów.

Szyna to jest ten element, który wiąże głowę bardziej rodzica niż dziecka. I to czasem bardzo skutecznie. Do tego stopnia, że usiłują w dzieciach własnych doszukiwać się odrzucenia tego sprzętu, podczas gdy realnie i obiektywnie dzieci sobie z nim świetnie radzą. Szyna jest KLUCZOWYM elementem leczenia. I etap leczniczy z nią związany spada na rodziców. Niestety, bardzo często lekarze nie zwracają uwagi na „ważność” szyny, traktując ją po macoszemu i nie nakreślając rodzicom jasno: PO CO ona jest, do czego służy i jak jej zastosowanie jest ważne. Stąd wynika wiele problemów.

Powtórka z rozrywki?

Jak jest u nas? Wracając po wizycie, podczas której szyna została założona. Było we mnie dużo strachu, że „znów będzie tak samo” jak kiedyś. Z drugiej strony było we mnie więcej nadziei i zaufania, że „będzie zupełnie inaczej”. No i realnie jest inaczej. Szyna nie przeszkadza Stasiowi w niczym. Dosłownie. On w niej porusza się 23 godziny na dobę. W niej śpi, w niej myje ząbki i je śniadanie, w niej się bawi, wstaje i turla się. W niej skacze i kołysze się. Ona nie jest dla niego ŻADNYM problemem.
Dlaczego? Dlatego, że…

  • Stopa Stasia jest poprawnie skorygowana, a tenotomia przyniosła poprawne zgięcie grzbietowe.
  • Buty są odpowiednio dobrane: na stopie zdrowej Stach śmiga w „4”, w stopie z wadą w „3”: dobrze dopasowane buty to komfort.
  • Buty są poprawnie zapinane i dobrze trzymają stopę: nie ma otarć.
  • Szyna jest odpowiednio dobrana: jest lekka i ma odpowiednią szerokość (szerokość szyny to szerokość barków dziecka) – wpływa to na komfort całego aparatu ruchu. Szyna za szeroka lub za wąska równa się problemy.
  • Moja rodzicielska głowa i SERCE musiało wykonać niebotyczną pracę, by tę szynę w sobie oswoić. Teraz jest ona dla mnie czymś normalnym, nie straszy mnie i nie jest uciążliwością. ODCZAROWAŁAM w sobie wadę. To była konkretna praca.

Kiedyś szyna wiązała mi głowę i moje dziecko to idealnie odczuwało. Dzieci są jak sejsmograf: to co czujemy my rodzice, to samo czują one, ale nie potrafią tego zrozumieć. Mam pewność, że zaakceptowanie szyny przez Stasia wiąże się z moim i naszym podejściem do leczenia wady. Dużym wsparciem w drodze do jej rozumienia, oswajania i zaakceptowania były wyjazdy do Wiednia, Dr Radler i jego team, zdobywana wiedza i tworzenie strony i projektu Clubfoot Polska.

Następną wizytę mamy 14.11.  Już jestem ciekawa co powie Doktor. A tymczasem… Staś właśnie wdrapuje się na skrzynię z zabawkami. Z szyną.

Rzetelność, precyzja, umiejętność łączenia faktów i konsekwencja są bardzo mocnymi stronami mamy Stasia. Może dlatego od wielu lat niestrudzenie przekazuje wiedzę o stopie końsko-szpotawej i metodzie Ponsetiego rodzicom, a przez rodziców – innym? Odpowiada za merytoryczne i graficzne treści strony Fundacji Ponsetiego oraz grupy dla rodziców na Facebooku. Jest pionierką we wprowadzaniu innowacyjnych rozwiązań ortopedycznych dla dzieci z wadami stóp.