leczenie/Wiedeń,  psychologia,  relacje

Jedna podróż, która zmieniła wszystko…

01 sierpnia 2016 stanęliśmy z małym Stasiem w gabinecie Dr. Radlera w Wiedniu. Nie znaliśmy miasta, nie znaliśmy miejsca, nie znaliśmy lekarza… Ta decyzja jednak była najdoskonalsza, a ta jedna podróż zmieniła wszystko…

Uciekamy

10 lat temu pojechaliśmy do Wiednia. Z małym Stasiem, jego prawą stopą końsko-szpotawą, ogromną liczbą pytań i coraz mniejszym zaufaniem do tego, co do tej pory nazywaliśmy leczeniem. Z frustracją, ze złością, że karmiono nas głupotami. Bez wielkiej wiedzy, za to z nadzieją ulokowaną w kimś, kogo… nie znaliśmy. Nie wiedzieliśmy wtedy, że ten wyjazd zmieni właściwie wszystko.

1 sierpnia 2016 roku weszliśmy do gabinetu Dr. Christofa Radlera. Chcieliśmy przede wszystkim odpowiedzi. Chcieliśmy wiedzieć, czy nasze obawy mają sens i czy ze stopą Stasia naprawdę jest tak dobrze, jak próbowano nas przekonywać. Chcieliśmy wiedzieć, że te błędy uda się naprawić i on będzie sprawny!

Nie było dobrze… 60 minut konsultacji i dokładnego tłumaczenia. Po raz pierwszy od bardzo dawna usłyszeliśmy też coś znacznie ważniejszego: da się to naprawić. Jest dobry moment. I zaczęliśmy jeszcze raz.

Najdoskonalsza decyzja

Kolejne gipsy. Ponowna tenotomia. Szyna. Kilometry między Polską a Wiedniem. Kontrole. Pytania. Pomiary. Czasem strach, czasem złość, czasem ogromna ulga.

Pamiętam moment, kiedy po jednym z wiedeńskich gipsów Staś po raz pierwszy stanął całą stopą na podłożu. Patrzyliśmy na niego z moim mężem i nie mogliśmy uwierzyć. Ja po prostu się popłakałam.

Dzisiaj, po dziesięciu latach, wiem jedno: wyjazd do Wiednia był najdoskonalszą decyzją, jakie podjęliśmy w życiu.

Nie tylko dlatego, że zmienił historię prawej stopy naszego syna. Zmienił również mnie.

To właśnie z tej drogi powstała Fundacja im. Ignacego Ponsetiego. Z potrzeby zrozumienia i z potrzeby jakości. Z setek godzin czytania, uczenia się, porównywania i zadawania pytań. Z potrzeby powiedzenia innym rodzicom: sprawdzajcie, pytajcie, szukajcie odpowiedzi, jeśli coś budzi Waszą wątpliwość. I nie dajcie nakręcać sobie makaronu na uszy.

Z jednej małej, prawej stopy powstało przez te dziesięć lat znacznie więcej, niż kiedykolwiek mogłam sobie wyobrazić.

Blog.
Tysiące rozmów z rodzicami.
Fundacja.
Wiedza przekazywana dalej.
Rodziny, które także trafiły do właściwego leczenia.
Ludzie poznani po drodze.
Przyjaźnie.
Doświadczenie.
I przekonanie, że czasem jedna decyzja naprawdę potrafi zmienić całe życie.

Gdybym mogła dziś wrócić do siebie z 2016 roku — tej zmęczonej, wkurzonej i przestraszonej matki jadącej do Wiednia — powiedziałabym jej tylko:

Jedź. Nie bój się. To najlepsza decyzja, jaką mogłaś podjąć.

Dziesięć lat później nadal jeździmy do Wiednia. Staś jest już zupełnie innym Stasiem. Ja jestem zupełnie inną mną. Ale wszystko zaczęło się właśnie wtedy. Od jednej podróży. Jednego gabinetu. Jednego lekarza. Od nadziei i zaufania.

I jednej małej prawej stopy, która — jak się później okazało — miała napisać naprawdę wielką historię. 🩵

10 lat. I ogromna wdzięczność.

 

Rzetelność, precyzja, umiejętność łączenia faktów i konsekwencja są bardzo mocnymi stronami mamy Stasia. Może dlatego od wielu lat niestrudzenie przekazuje wiedzę o stopie końsko-szpotawej i metodzie Ponsetiego rodzicom, a przez rodziców – innym? Odpowiada za merytoryczne i graficzne treści strony Fundacji Ponsetiego oraz grupy dla rodziców na Facebooku. Jest pionierką we wprowadzaniu innowacyjnych rozwiązań ortopedycznych dla dzieci z wadami stóp.