Pogoń internetowa
Dzisiejszy dzień minął nam na szukaniu informacji o tym co to jest dokładnie ta stopa końsko-szpotawa? Na oglądaniu zdjęć dziecięcych stóp w Świętych Googlach. Na zgłębianiu informacji jak się to to leczy? No i na zastanawianiu się gdzie mamy się z tym zgłosić, bo ani Doktor nam wczoraj nie powiedział ani nikt inny. No i przed wszystkim jak ten Doktor się nazywał…?
W rodzinie niemalże każdy już wiedział o Stasia krzywej stopie. I wśród znajomych. Dzwonili. Pytali. Dzielili się informacjami. Udało nam się ustalić imię i nazwisko lekarza idąc tropem placówek ortopedycznych leczących dzieci. Poznań? Nie. Szpital na Niekłańskiej? Nie. Otwock? Tak! To był lekarz z Otwocka!
Co obchód, to miliony pytań. I zawsze padające stwierdzenie: krzywa stopa. Albo ubolewanie: „ojej, biedny, ma krzywą stopę”. Dobijało mnie to. Buntowałam się, że przecież to się leczy. Że będzie miał gipsy i potem przetną ścięgno Achillesa i że będzie dobrze. Że będzie dobrze. Nawet tryliony przewijających się pielęgniarek kwitowały: „aaaa, to ten chłopiec z krzywą stopą”.
Tak. Ten chłopiec z krzywą stopą to nasz synek!!!
Ciocia Ania w międzyczasie uruchomiła wszelkie swoje pielęgniarskie znajomości i dodzwoniła się do znajomego Doktora, który dzieciom u niej na oddziale ogląda krzywizny. Jednak szybko okazało się, że on nie ma już miejsca, poza tym jedzie na urlop. Nic to. Szpital nas gdzieś skieruje. W międzyczasie zadzwoniła druga ciocia Ania z pocieszeniem, że tę wadę da się wyleczyć, że Marta miała i żebyśmy się nie martwili. No i jest jeszcze przecież wujek Romek – on na pewno coś doradzi! Byliśmy spokojni. Zaufani. Przecież wszystko było dobrze. Da się.
Po całej burzy, wieczorem byłam zmęczona natłokiem wiedzy. I stwierdzeń. Przed nami rysowała się perspektywa jutrzejszego wyjścia do domu. Hurrra!!!! Zobaczę mojego ukochanego Ignasia, który zadokował się u dziadków. W końcu będzie spokojnie. I domowo. I będzie lepiej się goiło. I mniej bolało. W domu zawsze inaczej.
Przeglądanie Internetu spowodowało, że mieliśmy jeszcze więcej pytań i niejasności. Informacje były sprzeczne: „szyna do 2 roku życia”, „szyna do 3 roku życia”, „jeśli leczenie zachowawcze się nie powiedzie, konieczna jest operacja”, „5-8 opatrunków gipsowych”… a niektóre wręcz totalnie niedorzeczne… Zabrakło mi takiej strony z informacjami, które chciałabym mieć w jednym miejscu i poprawne.
* Wieczorem też potwierdzono nam, że mamy wizytę w podwarszawskim ośrodku jak najszybciej. Zapisał nas Lekarz na 28.10. na 9:00.


