Tajemnica szpotawej pięty
Kiedy dotarliśmy do Wiednia na konsultację, Stasiek już miał nawrót wady, ale też stopa nie była skorygowana. Przyczyniło się do tego leczenie oraz niewłaściwe stosowanie szyny. Na wizycie „kontrolnej”, która przelała czarę goryczy, nasz polski specjalista stwierdził, że jest dobrze…
Once again
W 2016 r. Wiedeń przywitaliśmy krzywą Stacha stopą. Diagnoza mnie wtedy dobiła (bo ja doskonale czułam, że całe to leczenie było niepoprawne) i cała frustracja, skrzętnie dokumentowana na tym blogu, opuściła domowe pielesze wyruszając w drogę za pośrednictwem przycisku: OPUBLIKUJ.
Blog kiedyś stał na naszym prywatnym serwerze w domu i na prywatnej domenie. Był pamiętnikiem. Marzyłam o tym, by pisać go ręcznie, wklejać zdjęcia, robić szlaczki i wklejać naklejki. Niestety rzeczywistość z 2,5-letnim wówczas starszakiem i małym niemowlakiem zablokowała tę możliwość. Brak zrozumienia dla moich obaw i wątpliwości spowodował, że potrzebowałam wyrzucać z siebie ten ból…
Stasiek, jak to przy nawrocie jest (i nieskorygowanej stopie), stawiał stopę na palcach i na boku. Już wtedy niepokoiła mnie Staśka pięta i bardzo wystająca kostka zewnętrzna, która powstała niewiele przed pierwszą tenotomią. Zaczynając leczenie w Wiedniu, trudno nam było przewidzieć, jak potoczą się losy stopy, bo leczenie było przed nami, a sam Stach był jeszcze niemowlęcy, puciołowaty i miał „kawał” nogi.
Wszystko od nowa: gipsy, tenotmia. Gdy już szczęśliwie przepłynęliśmy przez etap pierwszy, wpełźliśmy w czas szynowania. Stopa układała się w bucie mega super, szyna Staśkowi nie przeszkadzała totalnie. Zaczął szybko chodzić, bo już mógł… nie ograniczała go wada. Mijał czas. Z ciekawości, po wiedeńskich walkach, zawitaliśmy u starego polskiego lekarza prowadzącego, przekonać się czy się „skapnie”, że dzieciak jest przeleczony czy się nie skapnie? Cóż… „szyna, szyna, buty, buty” zrobiły przecież swoje… więcej tam już nie wróciliśmy…
Staś rósł. Stopa też. Miałam wrażenie, że pięta coraz bardziej ucieka do środka i gdyby nie to, że stopa była elastyczna, powiedziałabym że znów dogonił nas nawrót.
Szpotawa pięta – teoria pierwsza
Podczas konsultacji w lipcu powiedziałam o tej „przypadłości” Wujkowi raz. Wujek się przyjrzał skrupulatnie. Podczas konsultacji w grudniu ponowiłam moje marudzenie w tej materii. Wujek zbadał.
Teoria nr 1: być może jest to cecha indywidualna.
Wróciliśmy do domu. Dwa nim później Stacho biegał z bratem po domu i jakoś tak magicznie wyszło, że przyłożył zdrową stopą w nogę stołu i zaczął utykać, co sprawiło, że clubfoot inaczej pracował.
Bum! Prześwietlenie. Dwie stopy. Pan w centrum medycznym nieco się zaskoczył, gdy mu powiedziałam, że kość piętowa ładnie zeszła na dół… Ból stopy szybko minął, clubfoot wrócił na swoje miejsce pozostając elastycznym.
Teoria druga
Podczas „extra” konsultacji w styczniu, po obejrzeniu RTG, Wujek stwierdził, że kąt między kością skokową a piętową jest troszkę mały, ale on jest jednak w normie. Kondycja stopy jest ok: stopa jest ruchoma w każdym kierunku.
Teoria nr 2: tenotomia wykonana na nie do końca skorygowanej stopie (gdy pięta nie jest w koślawości, gdy nie da się jej odprowadzić na zewnątrz do 50-70°, gdy zgięcie grzbietowe nie jest możliwe w zakresie od minus 5 do 0 stopni) prowadzi do spłaszczenia kości skokowej trochę i do przesunięcia kości piętowej, co wymusza inne stosunki anatomiczne. Można to potwierdzić dopiero koło 8-10 roku życia, gdy już naprawdę dobrze widać kości w stopie. Wszystkie. Była to teoria dość oryginalna, przyznaję. Hipoteza.
Mijał czas. W czerwcu kupowałam nowe sandałki clubfootowi. W stopie zdrowej do końca buta zostało ok. 1.2 cm, w clubfoocie: 2.2 cm. Na początku września palce w sandałach wystawały poza rant w zdrowej stopie, clubfootowi brakło trochę. Ewidentnie stopy wystrzeliły. Wystrzelił w górę sam Stacho: koszulki we wrześniu kończyły mu się tuż pod pępkiem. Urósł. Bardzo. Ten stan spowodował, że bardzo uwidoczniła się różnica między „tęgością” łydek: jedna jest fajna, kształtna, a druga jak patyczek.
Uwidoczniła się też boczna kostka. Bardzo. Pięta stała się bardziej szpotawa. Widok ten potegowała chuda łydka. I przesunięta dośrodkowo poduszka tłuszczowa.
Teoria trzecia
Podczas ostatniej konsultacji teoria nr 3 nieco zmiażdżyła mi łeb. Stworzona lista pytań przestała istnieć, bo cudownym sposobem pytania się same odpowiedziały, bez zadawania ich…
Kolana
Prawe staśkowe kolano można niemalże wykręcić na drugą stronę. Nabawiło się dziecko hipermobilności w rotacji zewnętrznej. Jest to efekt wzrostu i zewnętrznej rotacji w szynie. Bardzo częsta przypadłość dzieci z clubfootem. Po odstawieniu szyny, wszystko się wzmacnia i wraca na miejsce.
Prominent malleolus
Wspomniana wcześniej nieszczęsna kostka jest bardzo wysunięta na zewnątrz. Ten widok się potęguje w zestawieniu z patyczkowatą łydką. Niewątpliwie od stycznia do teraz się to pogłębiło. Wujek zbadał i jeszcze nie zdążyłam o to dobrze zapytać, jak już mi niemalże odpowiedział. Trochę go to zmartwiło.
Co się okazało…
Teoria nr 3: gdy kość strzałkowa jest za długa, spycha piętę w szpotawe ustawienie. Dodatkowo kostka Stasia jest nieco przesunięta do tyłu. Jest to moim zdaniem deformacja jatrogenna. Wujek nie potwierdził jawnie, bo jest dyplomatą. Poza tym chce zobaczyć RTG.
Taka kostka może powstać wtedy, gdy gipsowanie jest niepoprawne. Gdy w metodzie Ponsetiego gips modeluje się źle, bo się nie zna techniki. I tyle.






